Definitywnie najlepsze Boże Ciało w moim życiu. A raczej dzień, w którym Boże Ciało jest. Jestem tu, skąd w razie powodzi (nie daj Boże!) nie będę miała możliwości wyjechać. Uśmiałam się jak już dawno się nie śmiałam. Łukasz zyskał mój szacunek prowadząc 150/h przy rękach na kierownicy. A nie tak jak inni. Było wesoło przy koniach. Koło zamku wraz z włoskimi czekoladowymi lodami również. Nie licząc tej, która się dzisiaj za bardzo rozluzowała koło mnie. Dużo piosenek, tańca, śmiechu, śmiechu, śmiechu. Oczywiście wiem, że jutro spotkam go tutaj, taki mój pech. Nic na to nie poradzę. Więc strach jest. Ale ma mnie kto bronić. Dlaczego są na świecie aż tak nienormalni ludzie? Blokuję cię.
Dobrze mi tu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz