niedziela, 3 maja 2009

Wróciłam.



W tle Twierdza w Kamieniu Podolskim. Pamiętna.
Na początek mały słowniczek, aby wszystko zrozumieć- hasła przewodnika i z mapy, komentarze moje:
- droga wyremontowania- droga, owszem wyremontowana, ale przez Kazimierza Wielkiego, co wcale żartem nie jest
- droga inna- droga, tzn. przejedziesz, ale nie wiesz jeszcze po czym
- kocyk- miejsce chowania tego, co w oczy ma się zbytnio nie rzucać ;)

Więc spróbuje naszkicować teraz moją podróż po Krajach Nieznanych, czyli po Ukrainie.
wyjechałam wraz z biurem podróży we wtorek o 23:00, ok. 5:30 byliśmy już na granicy w Korczowej, kontrola polska trwała jakieś 5 minut, ukraińska jakąś godzinę z minutami, nerwowi ci celnicy strasznie. Przesunięcie czasu o godzinę do przodu.

Pierwszy punkt podroży- Lwów, gdzie drogi są wyremontowane (patrz wyżej^), Góra zamkowa, Uniwersytet, pomnik Adama Mickiewicza, starówka, Kamienica Królewska, nocleg w sympatycznym hotelu, kolacja (3 daniowa, jak oni to mają w zwyczaju później się okazało). Bilans dnia- 12 km piechotą (ile przejechaliśmy to już podawać nie będę).
Dzień drugi to już pożegnanie z Lwowem, powitanie z Krzemieńcem Podolskim, wcześniej jeszcze Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, przejazdem Zamek w olesku, gdzie urodził się Jan III Sobieski i Cerkiew Ławra Poczajowska, gdzie musiałyśmy ubierać spódnice oraz chustki, w sumie ciekawe zwyczaje tam panują, bo tamtejsi wierzący całują takich jakby naszych ministrantów, nie rozumiem całkowicie, dlaczego u nas tak nie ma ;). Wzgórze Bony, na które wjazd kosztował mnie niemało nerwów, ponieważ nie przepadam za jazda na krawędzi po stromym zboczu. Nocleg w bardzo bardzo sympatycznym hotelu. bilans dnia- 7,5 km.
Dzień trzeci to dzień wielu wrażeń. Przejazd do Zbaraża, Kamienia Podolskiego oraz wreszcie do Kamieńca Podolskiego. I tu się wszystko zaczęło. Przed wizytą w twierdzy mieliśmy czas wolny na jakiś posiłek, w czasie którym okradziono mnie, w sumie to tylko 3 pocztówki, ale zawsze coś, były naprawdę ładne. Po przerwie spacer pod twierdzę, przed mostem jeszcze zdjęcie grupowe i już zwiedzanie samej twierdzy. Następnie zbiórka w autokarze i okazuje się, że jeden pan nie ma plecaka i nie wie gdzie jest, poszedł go szukać, a ja w tym czasie co? Prywatne śledztwo, tzn. wzięłam aparat i przeszukiwałam zdjęcia na których pan ma plecaczek, a na których go już nie ma. Wniosę- ktoś przeciął mu paski od plecaka pomiędzy zdjęciem zbiorowym a zwiedzaniem zamku, przed którym był ogromny tłum, czyli idealna okazja, Plecaczek plecaczkiem, ale jego zawartość- paszporty. No i się dopiero zaczęło, przyjechała milicja, tzn. jakoś się tym ich autkiem doturlała, i całe procedury, wnioski itp itd. W czasie trwania tej całej biurokracji pani w sklepiku obok miała niezły utarg bo praktycznie cały nasza wycieczka wykupiła. Bądź co bądź, ale staliśmy tam 2 godziny, uprzejmy pan kierowca włączył nam Prawdziwą Historię Czerwonego Kapturka. potem jeszcze godzina spędzona u naczelnika, którego długo nie było, bo w końcu święto. Przejazd do hotelu Czeremcha, którego pierwsze wrażenie, zwłaszcza w nocy było piorunujące, wielki, oświetlony, wjeżdżamy z walizkami po czerwonym dywanie, parter cały w marmurach, tylko jak już wysiedliśmy na 10. piętrze pod pokojem 1014 to przenieśliśmy się jakieś 40 lat wstecz, co w tym przypadku nie było zbyt piękne. Bilans dnia- 9 km.
Następnego dnia jeszcze Twierdza w Chocimiu, nieplanowany obiad u Sióstr, wizyta w Buczaczu w celu zrobienia prze Państwa Poszkodowanych sobie zdjęć paszportowych (fotograf był otwarty tylko dlatego, że było akurat wesele) i nieplanowana wizyta w Lwowie w Polskim Konsulacie, trwała godzinę, prawie strajk już tam robiliśmy i już przejazd o 1. w nocy do granicy, Celniczka ukraińska zafascynowana była zastępczymi paszportami i podsumowała : "Nie trzeba było po zamkach chodzić", kontrola polska :
wszedł pan powiedział dobry wieczór i do widzenia i wyszedł. Sympatycznie. Bilans dnia 4 km.
W sumie zrobiliśmy jakieś 34 km piechotą. Przywiozłam wszystko co potrzeba, czyli dobry humor i 1700 zdjęć. Małe refleksje.
Na każdą wycieczkę za granicę zabieramy ksero swojego paszportu i zdjęcia do dokumentów, w razie czego.
Gdy chcemy zobaczyć, jak Polska będzie wyglądała za parę lat, jedziemy na zachód, gdy chcemy się dowiedzieć, jak Polska wyglądała kiedyś- jedziemy na wschód. Taką podróż polecam wszystkim, głównie w celu nabrania szacunku dla własnego kraju i trochę pokory. Przyda się to każdemu, a w szczególności temu, który uważa teraz, że mu to niepotrzebne. Jest to kraj wielu skrajności albo wielkie bogactwo, albo wielka bieda. milicja zatrzymywała nas aż 2 razy, bo jesteśmy niby jeżdżąca szansa na zarobek. Ekipa świetna, przesympatyczna, co chwila degustacja zakupionych trunków, nie chcieli wierzyć, że ja jednak nie mam jeszcze 18 lat i chcieli sprawdzać w paszporcie. Hasło "kocyk" wywołuję dalej uśmiech na mojej twarzy. powrót do Tychów o 7 rano, małe problemy z dojechaniem do domu, ale nawet 3. maja dojazd autobusami jakoś się udał. Polecam :). :*
Minuta rozmowy na Ukrainie- 6zł
SMS z Ukrainy- 2zł
Książka "Ogniem i Mieczem"- 35 UAH
Mapa Ukrainy- 20 UAH
Jednego dnia zdobyć Zbaraż i Kamieniec Podolski- bezcenne.
:)

1 komentarz:

  1. zdjęcie prześliczne;)
    po opisie widze że wycieczka udana i z wieloma nieprzewidzianymi przygodami ;D

    OdpowiedzUsuń