Praski kociak.
Miałam napisać w piątek.
Dzisiaj nie miałam zamiaru pisać.
Ale pomiędzy tym co ja zamierzam, a co robię jest ogromna różnica czasu i przestrzeni :D
Zacznę od podziękowań za miłe popołudnie :)
Nie śmiej się z mojej babskiej rozmowy z Marysią
I w te czytelnictwo nadal lekko nie dowierzam ;)
Mały Tajfunik wpadł do mnie podczas mej nieobecności i zasypał mamę gradem pytań:
"Ciociuś, a gdzie jest Joasia? A czemu ja tam nie jestem? Ciociuś, a mogę tam iść? Ciociuś, ja będę grzeczna. Ciociuś, kiedy ona wróci?"
Brenna się zapowiada i to wyśmienicie. Internet 24 godziny, aparacik, Glo Pinna i Dziubas. Filmy. W tym "Across The Universe" oczywiście (dzięki Glo!). I 17 osób podobno.
Zostałam dopadnięta przez własną wychowawczynię. Wiem wszystko o wszystkim i wszystkich. O tym, na jakie studia idę, gdzie będę pracować też, a o maturze to już nie wspomnę. Gdy nieśmiało wspomniałam, o niekoniecznej rozszerzonej maturze z matematyki umarłam pobita wzrokiem. Wiszę od 3 września.
Uwaga uwaga Dziubas dał znikome znaki życia. Dla mnie to wystarczy :*.
Moment moment. My jedziemy? Jakie góry? I czemu ja nic nie wiem? Hm hm?
Obowiązkowo robię porządek ze zdjęciami. Bo kwiatki są nudne :)
Na słowo "odkurzacz" araguję agresywnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz