wtorek, 25 sierpnia 2009

Brenna



No więc Brenna Proszę Państwa.
Po pierwsze autokar nie dał rady pod górę i była wycieczka z walizami pod górę.
W ogóle wyglądaliśmy z moim opiekunem komicznie wychodząc z domu z 4 laptopami, aparatem, 2 walizami i tonami kabli i narzędzi.
Pokój nr 15 zaprasza. Już pierwsza noc była bardzo filmowa i ciekawa. Basia miała pełny bulwers i musiałam ją nieco uspokajać, ale wszyscy przeżyli.

Dziś się integrujemy i umieramy na zajęciach interpersonalnych (dla Darka- to takie zajęcia z kontaktów międzyludzkich). Pierwsza część, czyli gra terenowa po Brennej był świetna, szczególnie z panem śpiewającym do mnie: "Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani?...". (Nienawidzę tak okropnych i refleksyjnych "piosenek").
Teraz zajęcia pedagogiem. Nie wiadomo po co mi. Chcę obudzić się w środę rano.
Odwiedził nas ten pan na zdjęciu. Rozmowy o fluorescencyjnych strojach kąpielowych i parach na plaży.

Wróciłam z zajęć międzyludzkich. Mogło być gorzej, i to o wiele. Nabrałam trochę jako- takiego szacunku do psychologów, bo wcześniej to raczej go nie posiadałam.
Grałam starą babcię w chustce na głowie. Zaskoczyłam dziennikarkę swoją wiedzą o UE, bo ja byłam babcią z wyższym wykształceniem proszę państwa.
Pani psycholog powiedziała mi na koniec, że wprawiłam ją w kompleksy i zakłopotanie. Niby tym, jaka jestem, że niby taka dobra. I tu zaczęłam zastanawiać się ponownie nad tym szacunkiem do psychologów ;)

Ale mi się dobrze pisze leżąc na łóżku :)

Podwyższyłam kupowalność 'Machiny' w Brennej aż o 2 egzemplarze.

Teraz piętro nade mną toczy się mafia ;)

Jutro mamy robić reportaż. A dupa, bo my nie chcemy reportażu lecz sztukę i jest buncik.
Poza tym, nie znalazłam ani jednej dobrej strony internetowej z kalendarzem imprez.

Ja do Piny (w ramach zajęć): "Czy mogłabyś powiedzieć mi, która jest godzina?"
Pina: "Bardzo mi przykro, lecz nie mam zegarka i nie mogę ci pomóc"
Ja: "Nie martw się, nic się nie stało. Ja mam zegarek"

Czy komuś pachnie tu sztucznością?

Myślałam, że bez Dominika i Janka będzie nudno,, że będzie brakowało mi ich rozważań filozoficznych przy posiłkach. Ale siedzę koło Kamila i Piotrka. I już wiem, że się nie będę nudzić. I wiem wszystko o defragmentacji pomidorów we wczesnym stadium ich spożywania, czyli w ustach. I już jest fajnie.

Internet jest narazie tylko w czytelni. Ale jest :D

Pozdro dla Pinny, która siedzi naprzeciwko mnie i chce dać mi krowę.

Z owiniętym wokół szyi zasilaczem laptopowym wyszłam w poszukiwaniu zasięgu. Sam się znalazł zaraz za drzwiami praktycznie. Siedzę w holu, fotel tak- sobie wygodny. Ale ja nie narzekam. Przed chwilą przeszedł obok mnie jakiś pan, nie patrzył na mnie bynajmniej normalnie ;)

Jeszcze raz w sprawie kotów. Domowy ma do mnie zaufanie tylko wtedy, gdy jestem chora, ponieważ jestem wtedy potencjalnie nieszkodliwa. A poza tym nie odzywa się do mnie, bo mnie zna i wie jaka ja okropna jestem. Salem mój kochany podwórkowy jako jedyny przychodzi się przytulić i wtulić we mnie, bo jako jedyny nie wie jeszcze jaka ja to właśnie okropna jestem. Kochane koty. Mądre. Ludzie powinni się od nich uczyć.

1 komentarz: