poniedziałek, 4 stycznia 2010



Poniedziałek.
Po serii 'słów' i uświadomieniu sobie, że jednak nikt nie poprzestawiał mi wszystkich zegarów na 7:15 w ciągu piętnastu minut byłam gotowa do wyjścia.
I był sprawdzian matematyczny. Bałwan na PO. I odprowadzanie mnie do domu.

Dziękuję za to

i za Freda!

:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz