
Poniedziałek.
Po serii 'słów' i uświadomieniu sobie, że jednak nikt nie poprzestawiał mi wszystkich zegarów na 7:15 w ciągu piętnastu minut byłam gotowa do wyjścia.
I był sprawdzian matematyczny. Bałwan na PO. I odprowadzanie mnie do domu.
Dziękuję za to
i za Freda!
:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz