środa, 22 lipca 2009

A Little Come Back




Słoneczko, kochanie, kochana, kochana ty moja, kochanie, chrupko ty moja (to mi się podoba :D), niunia(?!), niuniuś, bystrooka,modrooka, młoda.

To chyba wszystko, czyli reakcje na mnie tu. No ok ok ;)
I tak najpierw zacznę od WSZYSTKIEGO NAJLEPSZGO DZIUBASKU TY MÓJ KOCHANY NAJUKOCHAŃSZY BASIUNIU WSPANAIAŁA NAJLEPSZEGO :* :* :*

PINNA- RÓWNIEŻ WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE! :*

A teraz już normalnie.
Oprócz tego, że jestem tu (Zielona Posiadłość), a przynajmniej tutaj piszę to jest interesująco. Wesele. Takiego, nie widziałam dotąd.
Było to wreszcie wesele MOJEJ rodowej, nazwiskowej rodziny.
Proszę za oklaski za przetańczenie 10 godzin wesela wraz ze spacerem w blasku księżyca w butach "10" (10 cm n.p.m ;)). Nie dałam się wyrwać tylko na jeden taniec, taki "uduchowiony", tego, bym już nie przetrwała. Welon (na szczęście, choć może nie do końca, lepiej byłoby jednak mieć jakąś gwarancję) złapała dziewczyna obok mnie.
Oraz dnia następnego za całokształt poprawin, które były już prawdziwym polskim wiejskim weselem. I to mi się właśnie podobało. Młodą (że niby ja) usadzono oczywiście na rogu stołu (!), obok pomieszczenia z wódką (!) i Krzysiu dał mi od razu 2 butelki (?!). Obraz mój w mojej rodzinie jest różnorodny. Miał miejsce także sprint po cmentarzu między grobami (istny slalom) w butach tym razem "8". Ja podołałam. Ale niektórym współczuję wdepnięcia w środek grobu w dziurę.
Oczywiście miałam małą rólkę automatycznej zmywarki, jak zwykle zresztą, ale była to sama przyjemność myć talerze po cieście, szczególnie po cieście Krzyśka (kuzyn, nie, nie kuzyn, wujek niby, ale jaki to wujek, jak on 7 lat ode mnie starszy?! ;)) "No patrzcie, kochana, normalnie kochana jest, moja, MOJA- Gorczyców krew. No normalnie kochana, słoneczko, kocham cię, no normalnie dziękuję". Taaak, gdybym tak od każdego, którego talerz umyłam, dostała takie wyznanie, to tej miłości do grudnia by mi wystarczyło. I tak największa impreza toczyła się jak zwykle w kuchni. W połowie "After Party" przybyła Kapela Pana Stacha, której hitem był "utwór": "Bo moja teściowa, jest kociej wiary..." którego to mój tata został fanem. Nauczyłam się podstawowych zasad murowania wierzy ze śmietanek. Co okazało się bardzo przydatne. Kolejny raz zostałam przez Krzyśka wyciągana do "Naszego Zakładu Ceramicznego", w którym zawsze muszę być, ale Krzysiu, nie tym razem ;). Ha, mam tę świadomość, iż najprzystojniejszy tamtejszy mężczyzna w tamtej okolicy to mój kuzyn i jestem z tego dumna :D :D. Ratowałam własną Matkę C. z opresji, że to jej kolejna bluzka uległa zagładzie. Pożyczyłam jej jedną z mojego zapasu, na co Mały Tajfunik od razu na cały głos wśród wszystkich gości: "Mamoooo! A kiedy zdążyłaś sobie taką ładną bluzkę kupiććć?". Zaległa cisza i potem ogromny wybuch śmiechu. W momencie jednej z moich opowieści, w pewnej chwili też miało miejsce małe poruszenie, gdy okazało się, że zaczęłam "wygłaszać opowieść w dialekcie śląskim". Ładnie.
Na pożegnanie (które trwało jakieś 30 minut) Kapela :D zagrała nam marsz weselny. Dziękujemy, dziękujemy.
Podobno wreszcie odezwała się we mnie prawdziwa natura skorpiona. Wiem, bo drugi skorpion mi to powiedział.

Horoskop, skorpion, lipiec:
"On gra ci na nosie: przyznaj się, wiesz o tym. Szkoda czasu na tę znajomość. Zresztą i tak już wkrótce poznasz kogoś nowego ;)"

Estera, widzisz jakieś podobieństwo z twoją teorią? Wiesz, ja myślę, że ty może masz jakieś zdolności, o których ja nie wiem :D

Lepienie pierogów z moją Babcią w Kapeluszu czystą przyjemnością jest, szczególnie przy wyżywaniu się babci na bajorku: "A niech się nażre!", oraz powiedzenie mojej pra- pra babci (102 lata) która jest moją idolką: "Taką to tylko iść i zeświniować" (tzn.zmieszać z błotem (lekko mówiąc) ;))

Kumpel się żeni. Nie no nic, niby żaden szok (21 lat), ale zaczęłam wspominać nasze wspólne dzieciństwo i aż się uśmiałam. Oglądanie wieczorami Luz Clarity, Pipi Langstrump, nawoływanie wzajemne zza płotu 4321, Pana P. przez długie i mruczące rrrr. No cóż, życie ;). Życzę szczęścia :). AAA i wiesz, że to właśnie z twojego przepisu zrobię snickersa? Wiem, że tylko gadam i nie wprowadzam tego w czyn ;) Choć i tak uważam, że nie jestem aż tak odważna by go zrobić. Za mało doświadczenia i tyle.

Bardzo polecam jednoczesne farbowanie włosów (na bardzo ładny z resztą ródawy kolor!) i oglądanie "Dumy i Uprzedzenia" (wersji średniostarej).

Wróciłam do malowania. To nic, że trawa jest lekko brązowa, ale liczy się brązowy połysk płotków i takich tam. Efekt jest tu ważny.

Basiu, że niby ja do mamy podobna jestem, tak? Wątpię w to szczerze. Ale moje sarkastyczno- ironiczne poczucie humoru (ktoś już na pewno je poznał) to mam po tacie. Ha, i to najbardziej właśnie lubię.

I nie powinno się, gdy już przejdzie nam nuda wyrzucać zabawek. One mają duszę i uczucia. Naprawdę. I mogą już nie wrócić razem z nudą.

-Mamooo, kiedy oni się pocałująąąą?
-W 15. odcinku.
-Ale to dopiero w czwartek po południu, no ewentualnie w piątek rano.

Mowa tu oczywiście była o Magdzie M.


I niech ktoś mi powie, co przedstawiają sny. Przeszłość? Przyszłość?
Bo jeśli przedstawiają to, czego nie będę mogła doświadczyć w przyszłości to ja już nie chce żadnych snów. Lepiej mi było bez nich. Najpierw jakaś kudłata rzucała się na mnie z pazurami. Potem ginęłam w katastrofie lotniczej (nawiasem mówiąc za tydzień jadą na stację kosmiczną. Do Nieba.). Ale ostatni sen był bardzo cieplutki. Więc chyba nie chcę już więcej śnić.

I zaczynam ostro "bronić swojego honoru". Bo nikt mi nie będzie za plecami i to w kościele (ja rozumiem można siedzieć cicho, nawet się nie modlić, ale UDAWAĆ, że się modli i w dodatku obgadywać w tym wypadku mnie tak, że wszytko słyszałam?!) mówić, że ja to "nie nasza", i czy to Tomkowa, czy też może Bożenki? I, że nie podobna do rodziców i wogule. No dziękuję. To ja się wtedy ładnie obróciłam, uśmiechnęłam się i powiedziałam "Szczęść Boże". I wogule nie rozumiem,dlaczego te panie zamilkły. Ja to starałam się pokazać choć ODROBINĘ dobrego (w miarę) wychowania.

Wszystkiego najlepszego Marcinku Mój Kochany :* !

Dziubasku, nie odzywasz się. Porozmawiamy sobie, jak wrócę.

Są 2 koty. Jednego nazwałam łaciak. Już napisałam z małej litery bez zbędnych skojarzeń, żeby nie było ;). Drugi to Tygrys.









A teraz już wróciłam.

I od piątku będę w Niebie.
O ironio, tam też muszę się spakować.


Cześć

Przepraszam Cię D.

1 komentarz:

  1. Widze, że panienka sie ubawiła na weselisku :D

    PS : Ja wiem co mówie ;p

    OdpowiedzUsuń